Polska mafia

Chłopcy z Pruszkowa

 

Jedną z ulubionych zabaw należącą do kanonu chłopięcych rozrywek w wieku dziecięcym jest bez wątpienia zabawa w policjantów i złodziei. Nawet dziś, w dobie gier komputerowych, ta zasada nadal obowiązuje. Tak, jak kiedyś chłopcy biegali po podwórkach z drewnianymi pistoletami, teraz w wirtualnym świecie toczą walki złych z dobrymi. Pewien odsetek tych młodych ludzi, czy to spełniając dziecięce marzenia,czy z miłości do ojczyzny, wybiera zawód policjanta lub żołnierza i już nie z drewnianym pistoletem bądź plastikową odznaką faktycznie uczestniczą w walce dobra ze złem. Oczywiście nie wszyscy mają tak szlachetne pobudki lub po prostu zabrakło im w życiu trochę szczęścia i stali się tymi złymi – drobnymi złodziejami, przemytnikami, przestępcami zarabiającymi pokaźne sumy na fikcyjnym obrocie towarów, a niektórzy zostali gangsterami, zaś społeczeństwo mówi o nich „mafia”.

Prolog – zapowiedź

Swoistym pierwszym aktem tej historii był koniec lat 80. i początek 90. ubiegłego stulecia, który okazał się czasem niezwykle sprzyjającym powstaniu podobnych „organizacji”. Takie dogodne warunki panowały również w słynnym Pruszkowie oraz pobliskim Nadarzynie i Komorowie, które stały się swego rodzaju sceną,gdzie rozegrała się ta iście antyczna tragedia. Chłopcy z pruszkowskiej mafii trudnili się wówczas przemytem spirytusu, legalizacją trefnego towaru, kradzieżą samochodów, sprzedażą heroiny i kokainy oraz produkcją amfetaminy. Napady na samochody ciężarowe i kradzież przewożonych przez nie papierosów oraz wymuszanie haraczy również nie były im obce.

Zacznijmy od przedstawienia osób, które odegrały tu ważniejsze role:

„Masa” – Jarosław Sokołowski

„Parasol” – Janusz Parasol

„Pershing” – Andrzej Kolikowski

„Malizna” – Mirosław Danielak

„Wańka” – Leszek Danielak

„Kiełbasa” – Wojciech Kiełbasiński

prokuratorzy, kolejni ministrowie spraw wewnętrznych III RP

W pełni sił

Dla kolejnych ministrów spraw wewnętrznych III RP polska mafia była jak mityczny pegaz – nie istniała. Zeznania „Masy”, który w procesie „Pruszkowa” uzyskał status świadka koronnego, nie przekonały do tego ani nawet nie zaciekawiły prokuratorów oraz najwyższych władz państwowych. Ten konsekwentny brak zainteresowania mógł wynikać ze zbyt pobieżnych informacji, jakimi dysponował Jarosław Sokołowski,a których zweryfikowanie dla polskiego wymiaru sprawiedliwości stanowiło zadanie ponad siły? Czy może jednak strach przed spotkaniem z wilkiem i rozcięciem mu brzucha,z którego oprócz babci oraz Czerwonego Kapturka mogłoby wyskoczyć kilku polityków SLD i AWS udowadniając jednocześnie, że polska mafia naprawdę istnieje?

Pruszkowscy chłopcy z czasem rozszerzyli zakres swojej działalności o wymuszenia z agencji towarzyskich,odzyskiwanie długów (były poseł SLD Ireneusz Sekuła miał dług u Bogusława Bagsika w wysokości około 1 mln USD) oraz zaczęli czerpać zyski z automatów do gier. „Masa” o tym dochodowym pomyśle dowiedział się od „Parasola” i Zygmunta Raźniaka, którzy powiedzieli mu, że dogadali się z SLD. Właściciele lokali,w których miały być wstawiane automaty do gier, oczywiście z góry ustalonych firm,mieli płacić grupie od 50 do 100 USD miesięcznie. Według słów „Parasola” ktoś z SLD wskazał im te firmy. Oczywiście automaty miały być ustawiane na terenie całej Polski, jednak poza stolicą połowę zysku otrzymywały miejscowe grupy. Ustalono, że jeśli firma wstawiała ponad 1000 automatów miała płacić miesięcznie po 100 dolarów od automatu, natomiast jeśli firma miała ich mniej niż 1000 płaciła 50 dolarów miesięcznie od automatu. Zyski sięgały kilku milionów dolarów miesięcznie, ponieważ takich automatów na terenie całego kraju stało kilkadziesiąt tysięcy. Jednocześnie istniała lista 6 firm, z których pruszkowscy chłopcy nie mogli zbierać haraczy, ponieważ jak mówił „Parasol” finansowały one SLD.

Kolejnym wątkiem zeznań „Masy”, który nie wzbudził zainteresowania prokuratury okazało się powiązanie Bogdana T., ówczesnego przewodniczącego Rady Warszawy z SLD, z „Pruszkowem”. Pub Książęcy, którego właścicielką była konkubina Bogdana T. należał do ulubionych miejsc spotkań gangsterów z „Pruszkowa”. Marzenie o prezydenturze Warszawy skłoniło T. do szukania „sponsorów” kampanii wyborczej, poszukiwania te zaprowadziły go do chłopców z Pruszkowa, którzy obiecali pieniądze w zamian za załatwienie lokali na restauracje, dyskoteki i puby. Obie strony wywiązały się z umowy, choć wiązało się to z braniem łapówek. Edlinger powiedział „Masie”, że za lokal,w którym powstała dyskoteka Planeta Siemiątkowski otrzymał 50 tys. zł, zaś T.,który dyskotekę uroczyście otworzył miał mieć 15% udziału w zyskach. Sam T. uważał się za przyjaciela „Wańki” i chwalił się robieniem interesów z jego synem. Prokuratura nie dociekała o jakiego Siemiątkowskiego chodziło – czy był nim polityk SLD, czy inny mężczyzna o tym nazwisku. Sam Zbigniew Siemiątkowski uznał to za bzdury,których nie zamierza komentować.Zeznania „Masy” obciążyły dodatkowo m. in. Marka Kolasińskiego z AWS, byłego senatora Aleksandra Gawronika, gen. Sławomira Petelickiego oraz Henryka Goryszewskiego.

Detronizacja

Brak bezpośrednich dowodów był przyczyną wcześniejszego zwolnienia większości z tych zatrzymanych gangsterów, którym szczęśliwie udało się ujść z mafijnych porachunków. Historia chłopców z Pruszkowa zainspirowała twórców filmu Świadek koronny oraz seriali Odwróceni i Alfabet mafii, więc mieli oni swoje 5 minut także na ekranie.Oczywiście nie można zrzucić całej winy za powstanie i działalność mafii pruszkowskiej na polityków i prokuraturę. Jednak nie ulega wątpliwości, że nie wykorzystali oni w pełni swoich możliwości, by należycie ukarać wszystkich gangsterów oraz osoby powiązane z nimi nielegalnymi interesami. Skoro okazja czyni złodzieja, to jak nazwać tego, kto okazję stwarza?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *